W sercu Antarktydy, cztery kilometry pod grubą pokrywą lodową, międzynarodowa grupa badawcza dokonała odkrycia, które może na zawsze zmienić podręczniki do biologii. W próbkach wody pobranych z odizolowanego od milionów lat jeziora podlodowcowego zidentyfikowano przedziwne struktury organiczne. Przeprowadzone natychmiast analizy laboratoryjne wykazały, że badane mikroorganizmy nie posiadają kwasu deoksyrybonukleinowego (DNA) ani rybonukleinowego (RNA) w znanej nam dotychczas formie.
Odkrycie to stanowi pierwszy namacalny dowód na istnienie tak zwanej "cienistej biosfery" – alternatywnej formy życia, która powstała na Ziemi niezależnie od wszystkich znanych nam organizmów. Do tej pory nauka zakładała, że całe życie na naszej planecie pochodzi od jednego wspólnego przodka. Organizmy z Antarktydy wydają się przeczyć tej teorii, posługując się zupełnie innym zestawem kwasów aminowych do budowy swoich białek.
Dr Samantha Vance, astrobiolog kierująca misją wiertniczą, nie kryje poruszenia. W oficjalnym oświadczeniu stwierdziła, że to tak, jakbyśmy znaleźli pozaziemską cywilizację na własnym podwórku. Izolacja lodowa, która trwała nieprzerwanie przez co najmniej piętnaście milionów lat, stworzyła idealne warunki do przetrwania tego alternatywnego ekosystemu, całkowicie odciętego od światła słonecznego i tlenu z atmosfery.
Konsekwencje tego odkrycia wykraczają daleko poza granice ziemskiej biologii. Jeśli życie mogło powstać na Ziemi dwukrotnie i niezależnie od siebie w tak skrajnych warunkach, szanse na znalezienie organizmów żywych na lodowych księżycach Jowisza czy Saturna, takich jak Europa i Enceladus, wzrastają astronomicznie. Naukowcy już teraz apelują o natychmiastowe objęcie obszaru szczególną ochroną, aby zapobiec skażeniu tego unikalnego środowiska.